Ósmy koncert Jednego Serca Jednego Ducha był bez wątpienia najbardziej pamiętnym. A wszystko za sprawą deszczu, który zalał Rzeszów do tego stopnia, że scena została przeniesiona z podmokłego parku na parking przed galerią Nowy Świat. Kilkadziesiąt minut przed koncertem rozpoczęła się ulewa.
Gdy na kilkanaście minut przed wejściem artystów zmokniętą już publiczność rozgrzewała pląsami Diakonia Tańca Wspólnoty Radości Paschalnej z Gdyni, nagle pogasły światła na scenie i przez chwilę wydawało się, że koncert się nie odbędzie. Na szczęście, po pewnym czasie scena rozświetliła się znowu i koncert mógł się rozpocząć normalnie.
Ulewa trochę przetrzebiła uczestników i zostali ci najbardziej wytrwali, którzy – przemoknięci – chwalili Boga śpiewem pod kierunkiem wielu znanych muzyków i solistów sceny chrześcijańskiej.
W tym roku po raz pierwszy wystąpiła popularna piosenkarka Eleni, która śpiewała, że „Nie można żyć bez światła”. W poruszającym, krótkim świadectwie opowiedziała o śmierci swojej córki Afrodyty.
Podczas koncertu co chwilę słychać było odgłosy wozów strażackich jadących do zalanych terenów, a prowadząca koncert Marta Januszewska wywoływała na zbiórkę grupy z kolejnych miejscowości, które zdecydowały się wracać, nie czekając na koniec koncertu.
Koncert Jednego Serca Jednego Ducha to potężne skumulowanie dobra w jednym miejscu i czasie. Zazwyczaj niebo nie wytrzymuje tego naporu modlitwy i pęka w szwach, co niestety ma skutki uboczne w postaci deszczu.
„Spiritus movens” całego przedsięwzięcia, perkusista Skaldów Jan Budziaszek przekonywał, że Chrystus, który dla nas zmartwychwstał, jest Panem wszystkich trudnych sytuacji w naszym życiu, a naszym zadaniem jest Go wielbić.